masakra. zgarnęłam dupe z łóżka chyba dopiero przed 14, talent. powiedzmy, że się edukowałam. powiedzmy, bo to wyglądało mniej więcej tak, że siedziałam z otwartym zeszytem ale skupiona byłam raczej na poważniejszych sprawach niż Jagiellonowie. ciężka sprawa. koniec znajomości z Młodym, chyba. no ale takie życie. chciałam być szczera - powiedziałam, żeby lepiej nie robił sobie nadziei, bo nic z tego nie będzie. to koleś wydarł na mnie pysk, że jestem dzieckiem i nie wiem czego chce, budujące. może nie wiem czego chce, ale za to wiem czego nie chce. po za tym ciągle siedzę w tym Tomku. mimo, że mam świadomość, że nic z tego. po za tym obawiam się, że im jesteśmy bliżej siebie, tym on bardziej próbuje to jakoś zatrzymać. jakby się bał tego uczucia. nie rozumiem tego. no ale, jak jest ktoś w stanie ogarnąć ten burdel w moim życiu to należy mu się Oscar. generalnie, tego kogoś zapraszam do zamiany scenariuszy, bo ja swój przestałam ogarniać gdzieś w okolicy 10 roku życia. od tamtej pory żyje w istnym rozpierdolu, sama nie wiedząc co spotka mnie jutro. ba, nie wiedząc co spotka mnie za 5 minut, no może 10. ale powiem wam, że lobię noc. świadome sny, które sama sobie zaplanuje. nie do pomyślenia jaka wtedy jestem szczęśliwa. tylko później zaczyna się problem z głupią ciocią nadzieją którą tyle lat męczę, próbuje zastrzelić, zamordować, otruć, a ona nic. skubana. ale kiedyś się pozbędę małej, kupie czołg i będzie kocioł. kontynuując. na czym skończyłam ? aa tak. no więc, po tych pięknych snach, jakoś, chciałabym żeby to się przeniosło na real. jednak czasem chcieć to za mało. boże, ale to życie mnie wkurwia, niesamowite.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz